niedziela, 25 października 2015

Miłość ukryta w mozzarelli


Stopa ma się coraz lepiej, aczkolwiek jeszcze jest traktowana z delikatnością wydmuszki, bo druty nadal sterczą dumnie i spokoju ducha zaznać nie pozwalają. 
Czasami wyobraźnia straszniejsza od rzeczywistości, ale guziczka brak, żeby ją wyłączyć.
Mężyk zatem, z racji tego, że nieopatrznie te kilkadzieścia lat temu przysięgał na dobre i na złe, czuje się zobowiązany nogą ową opiekować, a co za tym idzie, siłą rzeczy również doczepioną do nogi kobietą.
Już nieraz podkreślałam, że mój mężyk do wylewnych słowno-emocjonalnych okazywaczy miłości nie należy, ale swoje sposoby na wyrażenie uczucia ma. I często te drobne, zwykłe gesty roztapiają me serce, jak lody malinowe w środku upalnego lata.
Teraz spisuje się znakomicie, bez mrugnięcia oka spełnia zachcianki i potrzeby, umila czas i koi lęki.

A dzisiaj było tak:
Jeszcze błogo spałam, kiedy mój mężyk wybył na wykłady (tak, tak, w życiu bym nie przypuszczała, że kiedykolwiek pójdzie w moje ślady i dołączy do grona niosących kaganek oświaty ciał pedagogicznych). 

Ja natomiast późnym, rumianym świtem, bezwstydnie wyspana, zwlekłam nogę i resztę ciała z łóżka, aby zacząć dzień, jak co dzień.
Najpierw łazienkowe rytuały, bo skoro głównym zajęciem jest leżeć i pachnieć, to myć się trzeba. Potem kuchnia, bo skoro zostałam sama, to śniadanie jakoweś wykuśtykać sobie muszę. 
Oczywiście na wstępie telefon do mamuni "co tam po nocy słychać", czyli codzienny rytuał niezbędny jak tlen.

Pomysł na śniadanie: mozzarella, pomidorki, oliwki i bazylia mmmmniam. Do tego czerwona herbatka w kubasie.

Gotowe! 
Teraz donieść to bezpiecznie do pokoju. 
Plan działania: pokuśtykać do pokoju, zostawić jedną kulę, co w kryzysowych sytuacjach jest dopuszczalne, zwolnić jedną rękę, wrócić do kuchni, wolną ręką chwycić talerz i pokuśtykać z powrotem.
I realizując zamiar przyczłapałam do pokoju i ...zamarłam.

Kocha mnie ten mężyk, oj kocha.

Na stole owinięty troskliwie folijką talerz z mozzarellką i dodatkami oraz kubas z herbatką. Identyczny zestaw. 

No łeza wzruszenia się zakręciła.

moje śniadanko :)
mężykiem robione :*

2 komentarze:

  1. To da się jeść???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z miłości to i podeszwę od buta człowiek wciągnie

      Usuń

Miło mi, że mój wpis Cię zainteresował. Dziękuję za poświęconą chwilę na komentarz :)