Dawno, dawno temu, 29 października 2005, postawiłam pierwsze kroki na Sunsilku.
Portal społecznościowy, blog, dom, nowe znajomości, a nawet przyjaźnie.
Szybko wrosłam w to miejsce, a ono odwdzięczyło mi się emocjami i przeżyciami, które na zawsze zostaną w mojej pamięci.
Pięć lat minęło, Sunsilk odszedł, przyszła pora na zmiany.
To miejsce będzie kufrem pamięci dla tych pięciu lat, będzie lekiem na poczucie straty, będzie miejscem nowych możliwości.
Czuć cię w promieniach słońca przygrzewających w czubek czapki, w przegrzanych w rękawiczkach dłoniach, słychać w śmiałych ptasich trelach, może jeszcze przedwcześnie radosnych, widać cię w bezdomnych kocich oczach spragnionych twego ciepła.
Idziesz skubaniutka i mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę jaka jesteś wyczekiwana.
Nie przystawaj zatem nigdzie na pogaduszki, nie przysiadaj na kawę, nie zamyślaj się, nie zbaczaj z drogi...
Czekamy.
mały Sherlock Holmesik już cię wyniuchał
zmęczona, ale szczęśliwa
Nawet moje storczyki poczuły zew natury. A tak swoją drogą, to jestem w szoku, pierwszy raz udało mi się nie uśmiercić storczyka przesadną troską i jeszcze dorobić się kwiatów:
az
poznany zapach zostaje przypisany do konkretnego receptora węchowego.
Tak powstaje pamięć węchowa. Nie zmienia się ona przez całe życie
człowieka i zawsze będzie wywoływała konkretne wspomnienia związane z
wydarzeniami, którym towarzyszył dany zapach.
az
poznany zapach zostaje przypisany do konkretnego receptora węchowego.
Tak powstaje pamięć węchowa. Nie zmienia się ona przez całe życie
człowieka i zawsze będzie wywoływała konkretne wspomnienia związane z
wydarzeniami, którym towarzyszył dany zapach.
Raz poznany zapach zostaje przypisany do konkretnego receptora
węchowego. Tak powstaje pamięć węchowa. Nie zmienia się ona przez całe
życie człowieka i zawsze będzie wywoływała konkretne wspomnienia
związane z wydarzeniami, którym towarzyszył dany zapach.
Raz
poznany zapach zostaje przypisany do konkretnego receptora węchowego.
Tak powstaje pamięć węchowa. Nie zmienia się ona przez całe życie
człowieka i zawsze będzie wywoływała konkretne wspomnienia związane z
wydarzeniami, którym towarzyszył dany zapach.
Podobno raz poznany zapach zostaje przypisany do konkretnego receptora węchowego.
Tak powstaje pamięć zapachowa.
Nie zmienia się ona przez całe życie człowieka i
zawsze wywołuje konkretne wspomnienia związane z wydarzeniami, którym
towarzyszył dany zapach.
Dla mojego pokolenia zapach pomarańczy to święta Bożego Narodzenia, bo był to towar deficytowy, do zdobycia tylko na specjalne okazje.
A teraz są ferie zimowe i zapach świeżej gazety przypomniał mi o szkolnych feriach z mego dzieciństwa, otulonych śniegiem, bo i zimy były kiedyś inne i codziennych porannych wyprawach do kiosku po Świat Młodych i kultowy komiks z Kleksem.
Potem było śniadanie, świeże bułeczki z dżemem i kakao, i teleranek o
godzinie 9.00. Z emitowanych w ferie filmowych animacji dla dzieci
pamiętam serial Delfin Um, który oglądało się z zapartym tchem, bo dwa kanały telewizyjne dozowały skromne porcje programów i bajek dla dzieci. Nie było wideo, komputerów, odtwarzaczy.
Tak mnie ten powrót do przeszłości zafascynował, że spędziłam cały wieczór szukając w internecie wspomnień z dzieciństwa. Oto co znalazłam, a z czym miałam szczęście obcować.
Uroczy choleryczny ludzik Balum Balum:
Hmmmm, znalazłam nawet wersję, której na pewno nie serwowano dzieciom:
Niektóre zabawy i zajęcia z mojego dzieciństwa:
Mój był dokładnie w takim odcieniu sraczkowatego brązu, a bajki ze starych klisz wyswietlałam na ścianie jeszcze swoim dzieciom:
Wrotki! Ileż podartych rajstop, ile obtartych kolan, ile szczęścia na czterech kółkach.
"Chińczyk" i ambitne rozgrywki. Umiejętność przegrywania z twarzą nie była wówczas moją mocną stroną:
Świat karcianego hazardu "Piotruś":
łamigłówka guziczkowa, uwielbiałam:
"Pchełki", czyli sztuka sprytu i celności:
"Piekło- niebo", patent odstąpiony moim przedszkolakom. Fascynuje zatem kolejne pokolenia:
Zwierzątka kupowało się w kiosku. Kolekcja była bardzo bogata. Mój lew miał podgryziony ogon, a wielbłąd wykręconą nóżkę:
Kredki ołówkowe z Misiem Uszatkiem. Aż się zaczęłam zastanawiać, czy innych wtedy w naszym kraju nie produkowano?! Przynajmniej dzieci się nie spierały, kto ma ładniejsze :)
Wystarczyła związana włóczka odpowiedniej długości, sprawne dłonie i partner do zabawy:
"Master Mind", kombinacje z kolorowych pionków w celu odgadnięcia szyfru ustalonego przez przeciwnika, uwielbiałam wtedy, a i teraz chętnie bym pograła:
Gra "Statki" na zwykłej kartce wyrwanej z zeszytu szkolnego, o ile bardziej fascynująca, niż gotowe, piękne plansze za duże pieniądze wprost z fabryki:
"Państwa-miasta"- kartka papieru i wzbogacanie wiedzy o wiadomości z różnych dziedzin:
A to już zabawa kolonijna dla podlotków "Flirt towarzyski"; ileż było chichotów i ekscytacji:
I zabawy podwórkowe:
Fikołki na trzepaku. Wyczyniałyśmy takie akrobacje, że teraz włos mi się jeży na głowie, jak pomyślę, że moje dziecko miało by tak robić. Nawet w sukience od komunii nie darowałam i fruwałam po przyrdzewiałych rurach, jak anioł w niebiosach. Reakcji mamy nie będę przytaczać.
Zwykła guma krawiecka, zajęcie na godziny, człowiek był zwinny i gibki, a kondycję miał jak olimpijczyk:
Podchody, czyli grupowe ucieczki i gonitwy:
Taplanie się w kałużach po ulewnych deszczach. A bywały takie ulewy, że cały chodnik i jezdnia zalewane były wodą do wysokości łydek. Darmowy basen pod blokiem, szał dla dzieciaków.
"Chłopek"- kawałek kredy,kamyk i celne oko:
Zabawa w "Chowanego"- "Pałka zapałka dwa kije, kto się nie schowa ten kryje" i obowiązkowe odliczanie do 50. Delikwent znudzony poszukiwaniem zbyt dobrze schowanego towarzystwa wrzeszczał: "Pooooobite gaaaary, poooobite gaaaaary!"
Łyżwy i jazdy na zamrożonych boiskach. Jeździłam zawsze do upadłego, a maniackie siedzenie na lodowisku opłaciłam dwukrotnym odmrożeniem dużego palca u stopy, co skutkowało zejściem całego paznokcia. Na szczęście odrósł, a wspomnienia zostały.
I mój piękny seledynowy rower Wigry 3 i związany z nim, nieutulony ból serca okradzionego dziecka. Długo zbierane pieniążki i krótka radość z własnego, wymarzonego roweru:
No cóż, kończę tym smutnym akcentem i wracam do XXI wieku z całym jego dobrobytem, przepychem i oszałamiającą technologią.
Ciekawe, które dzieciństwo można uznać za bardziej szalone, spełnione i "bogate", nasze, czy współczesne?