sobota, 20 sierpnia 2011

20.08.11r.// wszelkie naruszenie porządku niemile wiedziane

totalne skolowacenie
Wczoraj przeszłam inicjację facebookową. Tak, tak, wiem, kto nie jest zalogowany na fejsie, ten nie istnieje i takie tam, ale mi było dobrze w niebycie, nie narzekałam i gdyby nie natrętne molestowania z dwóch stron wiadomokogo, to w życiu moja noga by tam..
Ale stało się. Jak na razie wcale mnie ten fakt nie uszczęśliwił. Jak zwykle, w nowym miejscu mam poczucie odizolowania, zagubienia i to mnie zniechęca. Już zagniazdowałam sie na Blogspocie i całkiem mi tu dobrze, samej. Tu emanuje spokój i cisza, a wczoraj na fejsie wprost czułam oddechy tłumów otaczających mnie z każdej strony, jakbym wylądowała samiutka w centrum Warszawy i nie wiedziała, w którą stronę mam iść.
No co, pomarudzić sobie nie wolno? Nie lubię zmian i tyle, a może mam alergię na ludziów, dziwaczeję, pustelniczeję, tetryczeję?
A może zwyczajnie czasu brak, jako i brak w moim życiu miejsca na nudę.
I to jest to, bingo!

niedziela, 14 sierpnia 2011

14.08.11r.// sierpniowe refleksje

Połowa sierpnia. Coraz częściej myślę o kresie wolnych dni, o powrocie do codziennego kieratu. Dni umykają i psychikę trzeba już ukierunkowywać na odpowiednie tory, bo inaczej może bardziej boleć, auć.
Nie nasyciłam się swobodą, nie wypoczęłam ponad miarę, nie rozleniwiłam. Remont, pracowity lipiec, brzydka pogoda, przepracowany mężyk stroniący od urlopu, to wszystko skumulowało się w jedno wielkie NIEEEEE przeciw końcowi wakacji, które chociaż byłoby wielkości stodoły, to i tak nic nie wskóra.
22 sierpnia koniec urlopu, a od 1 września zerówka. Wypuszczę moje dzieciaki do szkoły i pójdę sobie wreszcie na ten nieszczęsny, odraczany już piąty rok urlop zdrowotny. A i tak już kalkuluję, czy wziąć cały rok, czy tylko pół? I skłaniam się bardziej ku tej krótszej wersji, bo takie obawy mnie chwytają, czy ja świra jakiego z tego nadmiaru wolnego czasu nie dostanę, czy za bardzo nie odzwyczaję się od pracy, czy do końca nie zdziczeję bez systematycznego kontaktu z ludźmi? Tak więc na chwilę obecną chciałabym i boję się, a czasu do podjęcia decyzji coraz mniej.

hicior sezonu! moja ukochana Pulpi na mojej działeczce!!! :)))

niesamowite, to była miłość od pierwszego wejrzenia, a Demi nie należy do psów "lubię kogo popadnie"

mega spoufalanki

Mój suczek śpi przytulony do moich kolan. łapki jej drgają, pewnie biega we śnie. Ostatnio nawet radośnie poszczekiwała. Niesamowite, że zwierzęta też mają sny.




sobota, 6 sierpnia 2011

06.08.11r./ the end remontu łazienki, co nie oznacza końca...

 Niewiarygodne, minął pierwszy tydzień sierpnia.
Mój urlop ma się powoli ku końcowi, jak i całe wakacje...no, bardzo powoli, ale jednak. Remont łazienkowy zaczął się gwałtownie, jak burza, przetoczył przez mieszkanie, jak nawałnica połączona z tornado, zostawił za sobą lawinowe zniszczenia, które wymagają kolejnego remontu (a kasy brak) i na koniec zajaśniał tęczą finiszu.
Kocham moją nową łazienkę, jest cudna, schludna, nowoczesna, wygodna, praktyczna, przepiękna i dopracowana w każdym calu. Patrząc na zdjęcia starej wersji, w której żyliśmy 15 lat nie mogę nadziwić się nad jej ubogością, niepraktycznością i wszelakimi na nie, co powyżej jest na tak :) Ale tak było, być musiało, bo w życiu są sprawy ważne i ważniejsze.
Niemniej warto było przeżyć ten remont, żeby ujrzeć efekt końcowy.
Teraz jestem opętana syndromem poremontowym i po życiu w ciągłym kurzu, nieładzie i chaosie maniacko doprowadzam swoje otoczenie do ładu. Ciągłe, codzienne stopniowe porządki w każdym kącie i zakamarku, wyrzucanie, pozbywanie się rzeczy niepotrzebnych (niektórych z wielkim bólem serca, ale cóż), wieczorne padanie na nos i brak czasu na przyjemności i dla wszystkich bliskich (mam nadzieję, że starczy Wam cierpliwości i wyrozumiałości, pliiisss).
Dzięki temu czuję się jednak lekka i wolna, łapię oddech i w ten sposób przekształcam ciężką pracę na pozytywne wibracje dla duszy i umysłu.
Wczoraj, przykładowo,skakałam po dolnych szafkach w kuchni sprzątając górne i zastanawiałam się, co zrobię, jak zrypię się niekontrolowanie na dół!!!??? Miałam nawet pomysła, by z braku kieszeni, wsadzić komórkę w majty, co by ją mieć pod ręką w razie czego, ale w obliczu karkołomnego spadnięcia i tak pewnie by się tam nie utrzymała, a po za tym byłabym nieprzytomna, połamana lub przymroczona, to cóż mi po niej. Tak mrocznie kalkulując szczęśliwie dotarłam do końca, szafki lśnią odgórnie, a ja jestem cała i zdrowa. Dzisiaj część dolna, czyli bezpieczniejsza...chyba, że mi co na łeb spadnie ;)

tak było
a tak jest

po lewej kibelek na podeście, po prawej umywalka

teraz jest wanna

do której wchodzi się po schodkach

w tym miejscu...

...zażywamy teraz kąpieli pod ...

...deszczownicą- super sprawa
dawne wejście...
...zostało przesunięte i...
...dzięki temu w tym miejscu stanęła przewygodna i ogromnie pakowna szafka z szufladami i półkami za drzwiczkami z matowionego szkła
otwarta półeczka na ręczniki
zlew i rury, od których odpadły panele podczas "powodzi"
teraz pięknie zabudowane
nad wanną też półeczki do niezbędności kopielowych
kabina prysznicowa i kaloryfer wiecznie służący za wieszak :(
teraz podwieszany kibelek, który ze względu na kształt dostał imię "koko"
dawniej
obecnie
początki remontu...brrrrrr
warto było pocierpieć :))))))))))